I co dalej z faktem zrobić. Nie korzystam z domeny, nie chcę jej, rezygnuję! Niestety, ale to zdarza się. Zakupiłem domenę, ale z niej nie korzystam. Mam domenę, ale chcę z niej zrezygnować. Mam wiele domen internetowych, ale wybrałem jedną, jak zrezygnować z pozostałych, albo w ogóle, jak zrezygnować z domeny. Ogólnie co do zasady, brak płatności za domenę internetową, czy po jej dodaniu do koszyka (nowa) czy przy odnawianiu (rejestrator wystawił pro formę, nie chcę płacić), oznacza czy też jest jednoznaczny z rezygnacją. I tyle. Nie spotkałem się z tym, aby odnowienie domeny było wymuszone (nie mówię o szantażu, co czasami stosują agencje), ani tez nie spotkałem się z tym, aby po dodaniu domeny do koszyka i „zablokowaniu” jej w systemie rejestratora, byłbym zmuszony mimo wszystko „kupić” ją. Natomiast, bardzo często ludzie pytają mnie, co zrobić jak nie chcę domeny, a po rozmowie ze mną, także o to, co sugeruje zrobić i czy na pewno powinni rezygnować z nich.

Więc w tym poradniku poruszę kilka kwestii: po pierwsze, co zrobić by nie odnawiać domeny i zrezygnować z niej, po drugie, mam domenę, nie korzystam z niej, jak ją wykorzystać, i po trzecie, czy powinieneś rezygnować z posiadanej domeny, nawet po zamknięciu biznesu czy projektu. Czyli o tzw. historii domeny.

A może po prostu nie chcesz przepłacać za utrzymanie domeny? Sprawdź niezależny ranking cen utrzymania domeny internetowej i oszczędzaj!

Jak zrezygnować z domeny internetowej?

Sprawa jest prostsza niż myślisz – w większości przypadków wystarczy po prostu nic nie robić. Brak płatności za proformę przy odnowieniu jest jednoznaczny z rezygnacją, a faktura zostaje automatycznie anulowana. Nikt Cię nie ściga, nie ma windykatora, nie ma komornika – to usługa abonamentowa, nie kredyt.

W panelu klienta praktycznie każdego rejestratora znajdziesz opcję wyłączenia automatycznego odnowienia – i to wystarczy. Podobnie działa sytuacja z nową domeną dodaną do koszyka: dopóki nie zapłacisz, domena nie jest Twoja i żadne zobowiązanie nie powstaje.

Po wygaśnięciu domeny rejestrator blokuje jej działanie, po czym przez tzw. Grace Period (zwykle 14–30 dni) możesz ją jeszcze przywrócić po normalnej cenie. Potem wchodzi Redemption Period, gdzie przywrócenie jest możliwe, ale droższe – a na końcu domena wraca do puli i każdy może ją zarejestrować.

A więc zapamiętaj:

  • Brak przymusu: W standardowych warunkach rynkowych nikt nie zmusi Cię do zakupu domeny tylko dlatego, że „zablokowałeś” ją w systemie na kilka dni.
  • Wygasanie: Jeśli nie opłacisz pro formy w terminie, domena przejdzie w stan wygasania, a po określonym czasie wróci do puli domen wolnych.

I tu jedna ważna uwaga, Często domyślnie włączone jest Auto-renew, a karta płatnicza jest podpięta do konta. W takim przypadku system sam pobierze środki, zanim zdążysz „nic nie zrobić”. Jeśli nie chcesz domeny, sprawdź w panelu, czy subskrypcja jest wyłączona. I pamiętaj, że pro forma jest tylko dokumentem informacyjnym a nie zobowiązującą fakturą.

Mam , ale nie korzystam z domeny – co z nią zrobić?

Zanim pozwolisz domenie wygasnąć, zastanów się, czy nie drzemie w niej potencjał. Nawet jeśli Twój pierwotny plan spalił na panewce, możesz:

  • Postawić bloga tematycznego: Zamiast pustej strony, wrzuć tam kilka artykułów związanych z branżą. To buduje tzw. zaplecze SEO. Taki blog może generować ruch, który skierujesz na swój główny biznes.
  • Przekierować ruch: Jeśli domena ma łatwą nazwę, możesz ustawić na niej przekierowanie (301) na swoją nową stronę. Każdy zagubiony klient trafi tam, gdzie powinien.
  • Zainwestować w historię: Każdy rok utrzymania domeny zwiększa jej wiarygodność w oczach Google. Starsza domena z historią jest znacznie cenniejsza niż „świeżynka” zarejestrowana przed chwilą.
  • Spróbować sił w handlu: Może Twoja nazwa jest na tyle chwytliwa, że ktoś inny będzie chciał ją odkupić? Wstawienie domeny na giełdę (np. Aftermarket) nic nie kosztuje, a może przynieść zwrot z inwestycji.

Kluczowe jest jedno: nawet jeśli teraz nie masz pomysłu, domena buduje historię każdego dnia. A historia domeny to w SEO twarda waluta. Jeśli nie używałeś domeny nigdy – ok, tracisz co najwyżej sam adres, nazwę domeny, która dla SEO i tak ma drugorzędne znaczenie (poza tym, że fajnie wygląda i dobrze będzie wyglądała na banerach czy w wynikach Google). Natomiast jeśli już coś było na tej domenie robione, warto przemyśleć temat.

Czy warto rezygnować z domeny, nawet po zamknięciu biznesu, gdy nie korzystam z domeny?

Częściowo odpowiedziałem Ci wyżej. Tu chcę być z Tobą szczery – i mówię to z własnego, bolesnego doświadczenia. Sam straciłem kiedyś dwa adresy po wieloletnich blogach, bo uznałem, że skoro projekt się skończył, domena też nie jest potrzebna. Błąd.

Co się dzieje po rezygnacji z domeny z historią? W ciągu kilku tygodni może ją przejąć dosłownie ktokolwiek – inwestor, konkurencja, przypadkowy bloger, agencja SEO. I nagle ta sama nazwa, którą budowałeś latami, działa dalej – tylko że bez Ciebie. Ktoś odzyskuje linki, przywraca treści, a Twoi starzy klienci lądują na stronie, która wygląda znajomo, ale już do Ciebie nie należy.

Zanim więc zrezygnujesz z domeny po zamknięciu biznesu, zadaj sobie trzy pytania:

  • Czy domena ma ruch organiczny, linki przychodzące lub widoczność w Google?
  • Czy ktoś mógłby pomylić nowego właściciela z Twoją marką lub firmą?
  • Czy za rok możesz żałować tej decyzji?

Jeśli na którekolwiek odpowiedź brzmi „tak” – nie rezygnuj pochopnie. Może warto ją sprzedać świadomie, przekierować, albo zamienić w coś nowego. Bo 20–100 zł rocznie za utrzymanie domeny z historią to często najlepsza inwestycja, jaką możesz zrobić, nawet gdy projekt oficjalnie już nie istnieje.

Kwestia poczty e-mail, gdy nie korzystam z domeny

Nie mogę tego pominąć! To jest krytyczny argument przeciwko pochopnej rezygnacji. Jeśli przez lata używałeś domeny do firmowej poczty (np. biuro@twojadomena.pl), to ta domena jest prawdopodobnie powiązana z dziesiątkami kont: w banku, w mediach społecznościowych, u dostawców usług czy w urzędach.

Zanim zrezygnujesz, upewnij się, że adres e-mail w tej domenie nie jest nigdzie „mailem ratunkowym”.

Zagrożenie: Jeśli ktoś przejmie Twoją domenę, może założyć dokładnie ten sam adres e-mail i kliknąć „przypomnij hasło” w serwisach, w których zapomniałeś zmienić maila na nowy. To prosta droga do przejęcia Twoich kont (identity theft).

A tym bardziej, jeśli nie wychodzisz z branży, a np. zmieniasz tylko delikatnie portfolio. Dziś start z nowym projektem na nowej domenie to jest zupełnie inna bajka, zupełnie inny poziom rywalizacji o pozycję.